Jeden rak to za mało?

Teologowie w różny sposób zmagają się z problematyką sensu cierpienia i często sami zadają pytania bez odpowiedzi. Dla lekarza obowiązkiem jest nieść ulgę w bólu, ale czasem lekarz jest bezradny wobec sensu lub bezsensu cierpienia. Pacjentce, która pokonała kilka lat temu raka zlokalizowanego w jamie brzusznej rozpoznano niedawno już bardzo zaawansowanego raka wychodzącego z układu oddechowego. Przerzuty, niewydolność narządów wewnętrznych, zgon bez możliwości jakiegokolwiek leczenia przyczynowego. Nawet długo pracujący w zawodzie lekarz bywa bardziej niż zwykle refleksyjny i stawia pytania natury egzystencjalnej – czy jeden rak to za mało?

Cierpienie  można mądrze opisywać, można pisać o cierpieniu fizycznym, cierpieniu moralnym, cierpieniu psychicznym,  a nawet cierpieniu świata. Sensu cierpienia szukali już starożytni, księża mówią o zbawieniu przez cierpienie, o fenomenie cierpienia napisał list apostolski  Jan Paweł II. Ale życie zaskoczy – bo czy jeden rak to za mało?

Teoretyczne rozważania wielkich w zderzeniu z tak prostym pytaniem praktyka mogą się wydawać trudne do zaakceptowania, mogą być  nie do przyjęcia. Afirmacja cierpienia nieodłącznego ludzkiemu życiu  nie spowoduje braku poczucia porażki lekarza (we wspomnianym przypadku od chwili poznania chorej  lekarz był bez szans na próbę leczenia, błyskawiczna diagnostyka nie pozostawiła złudzeń, szybko postępowała  niewydolność wielonarządowa, pozostało zastosować  mocne leki przeciwbólowe i leki poprawiające komfort ostatnich chwil życia). Jeszcze raz uparcie zapytam o sens – czy jeden rak to za mało?

4 uwagi do wpisu “Jeden rak to za mało?

  1. Aktualnie ludzie mają problem z przyjmowaniem cierpienia jeżeli ich dotyka. Mają problem z patrzeniem na ludzi chorych, cierpiących, niepełnosprawnych, z widocznymi deficytami w sferze fizycznej. Być może to dlatego, że od wielu lat wkłada się nam do głowy, że wszyscy mamy być piękni, zdrowi, wysportowani, szczupli, młodzi itd.Jest to świat iluzji, w który wpadliśmy nieświadomie. Dlatego nie jesteśmy przygotowani na swoje cierpienie, udział w cierpieniu innych, czy wręcz na patrzenie na cierpienie. To nas zwyczajnie przerasta. Cierpienie towarzyszyło człowiekowi zawsze i człowiek w możliwy aktualnie dla siebie sposób z nim sobie radził. Dotyczyło to zarówno możliwości leczenia jak i pielęgnacji. Ludzie opiekowali się zawsze chorymi {z pewnymi wyjątkami}. Było to naturalne i oczwiste. Obecnie możliwości są dużo większe i powinniśmy z nich korzystać. Pytania o sens cierpienia dla pewnej grupy ludzi nie mają sensu, dla innej są kluczowymi.I DOBRZE

    • Słuszna uwaga. Jako lekarz z długim (25 lat) stażem pracy przywykłem do niesprawności, niepełnosprawności, kalectwa, odorów, wydzielin i wydalin. Rodziny, bliscy chorych często nie radzą sobie nawet z prostą pielęgnacją. Boją się, nie są przygotowani (również psychicznie), a często sytuacja obiektywnie ich przerasta. Czy jeden rak to za mało? Mam postępować zgodnie z aktualną wiedzą – i tyle. Ale mam też prawo do refleksji, moja praca musi mieć sens. Bardzo lubię mój fach, mam też stosowne do stażu pracy doświadczenie. Z cierpieniem spotykam się bardzo często. Z ludzkiego punktu widzenia – niezawinionym i bez sensu

  2. Refleksja, zaduma, analiza i jeszcze inne procesy myślowe powinny cechować każdego człowieka w normie intelektualnej. Musimy jednak pamiętać, że człowiek wykorzystuje swój mózg jedynie w niewielkiej części. Myślę, że Pan się z tym faktem zgodzi. Dla lekarza to pewnie ważny argument w uzaniu tego, że jesteśmy w pewnym sensie ograniczeni. Jest to argument dotyczący fizycznej sfery życia człowieka. Nie możemy zapominać, że człowiek funkcjonuje jeszcze w innych sferach np. emocjonalnej, duchowej, intelektualne, społecznej. Myślę, że w nich również należy szukać odpwiedzi na trudne pytania.

    • Trudno mi odnieść się do tego komentarza. Oczywiście są ograniczenia fizyczne, w tym niewykorzystywanie całego potencjału mózgu. Odpowiedzi na trudne pytania szuka się wszędzie, wynika to właśnie z tego, że pytania są trudne i nie można założyć, że znajdzie się odpowiedź. Zapewne ludziom głęboko religijnym jest łatwiej, ponieważ odpowiedzi formułują zaczynając od: „Wierzę, że…” Ja nie szukam uporczywie odpowiedzi na pytania egzystencjalne – jako lekarz wiem, jak mam postępować w danej sytuacji. Czasem jest jednak ciężko…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *