Lekarze…

„Czy cierpią na tym najbliżsi? Proszę pana, wszystkie nasze rodziny cierpią. To cena, jaką się płaci. Moja żona mówi, że tacy jak my powinni iść do zakonu, a nie bawić się w małżeństwa” – mówi bardzo znany profesor Żmudka na głównej stronie Onetu w artykule o gehennie profesora Dariusza Dudka i jego współpracowników. Kilkanaście godzin pracy codziennie w klinice, pionierskie operacje transmitowane do najważniejszych ośrodków kardiologicznych na Świecie, Polska w światowej czołówce inwazyjnego leczenia ostrych zespołów wieńcowych.

Kiedyś  pisałem na tym blogu o „monastycyzmie” lekarzy (określenie moje). Teraz, gdy niedoboru lekarzy nie da się w żaden sposób zbagatelizować (zamykanie oddziałów, niebawem może i szpitali) praca zaczyna trącić heroizmem.

Wiem, co piszę i jestem gotów na każdą polemikę oraz podać konkretne przykłady niedoborów lekarzy w oddziałach, łączenia dyżurów lekarskich na różnych oddziałach, a nawet w różnych budynkach. W Polsce.

Przywrócenie wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet spowoduje, że nagle braknie tysięcy pielęgniarek.

Minister do spraw zdrowia nastawia pacjentów przeciwko lekarzom – bezradny jak „za komuny”, którą pamiętam (mam 56 lat).

Jeden z kolegów z mojego szpitala młodo zmarł. Wieść niesie, że zmarł w czasie pełnienia dyżuru (co nie jest prawdą) – społeczeństwo już sobie nie wyobraża, że lekarz może umrzeć w domu. Straszne!

Przyszły rok będzie czasem wyborów samorządowych. Rząd nie może ponosić winy za sytuację kadrową, będą winni dyrektorzy placówek, organy założycielskie, a najbardziej lekarze. Jako kierownik oddziału jestem przygotowany na zamieszkanie w nim, jeżeli sytuacja mnie do tego zmusi. Nie mam małych dzieci, żona zrozumie.

To nie jest normalne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *