Filozofia czasu

Nie mogę pisać o wojnie w Ukrainie. Śledzę relacje. Coś pomogłem. Cokolwiek napiszę – będzie powtórzeniem, a nawet nadużyciem piszącego w spokojnym domu, w wygodnych warunkach. Myślałem o opisaniu psychopaty – ale to już było (wpis na blogu o socjopatii).

Odczułem zmianę czasu na letni i odrywając myśli od wojny zajmuję je mitem upływania czasu. Bo jeżeli czas jest po prostu czwartym wymiarem, to przecież nie płynie, nie jest “rzeką”, to zdarzenia się w nim zdarzają (wiem – “masło maślane”).  Kim jestem, aby odrzucać teorię względności?

Jak każdy odczuwam upływ czasu, ale to nie dowód przeciwko istnieniu kilku (więcej?) wymiarów, to tylko wygodna iluzja pomocna w porządkowaniu życia. Nie da się zarejestrować “upływu” czasu traktowanego jako jeden z wymiarów, bo jak “wyłączyć” część rzeczywistości (część Wszechświata) i zarejestrować upływ czasu w pozostałej części?

Literatura pięknie opisuje “upływ” czasu, genialnie przed Einsteinem opisał to William Shakespeare.*  Między innymi pięknymi słowami podkreśla rolę obserwatora w percepcji czasu. Bo przecież czas jest niejako tylko “współrzędną”.

Na razie nie ma pewności, czy czas istniał przed Wielkim Wybuchem. Czas można mierzyć, jego “upływu”  nie. Teoretycznie (za Paulem Daviesem) może występować wiele czasów. To dla mnie za trudne.

Prawie niedostępna jest literatura na temat kwantowych procesów zachodzących w mózgu i trudno przesądzić, czy “upływ” czasu to wytwór umysłu, czy tychże kwantowych procesów.

* ”Czas wędruje różnym krokiem z różnymi osobami. Mógłbym ci powiedzieć, z kim Czas idzie stępa, z kim biegnie truchtem, z kim pędzi galopem i z kim nie porusza się wcale.”  W. Shakespeare, “Jak wam się podoba”, III, 2, przekład nieodżałowanego Macieja Słomczyńskiego znanego również jako Joe Alex.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.