Etyka. Co być powinno. Wariacje spowodowane Tischnerem*

Nie miał racji myśląc, że potrzebujemy wspólnoty, wzajemnego zaufania, zrozumienia, dialogu. Może tak było dawniej. Jak powiedział: “(…) rodzi się inny świat. Na targowisku liczni przekupnie wystawiają swoje towary (…) Targowiska mają swoją siłę przyciągania. Zniewalają nasze oczy, zmuszają do patrzenia na to, co jest wystawione. Zniewalają nasze uszy, zmuszają do słuchania tego, co jest wykrzyczane. (…) Przede wszystkim jednak targowisko narzuca nam swój język (…) Myśli filozofów mają nas wyzwolić z targowisk. Filozofowie, cokolwiek by o nich dobrego i złego powiedzieć, byli tymi, którzy wprawdzie żyli na targowiskach, ale nie byli ich częścią (…)”.

Oczywiście żyjemy w świecie szybkiego postępu cywilizacyjnego i rozwoju postaw światopoglądowych. Być może ksiądz Tischner miał rację uważając, że etyka miała służyć i służyła wartościom potrzebnym społeczeństwu. Współczesność nakazuje się zastanowić nad myślami wspaniałego filozofa dwudziestego wieku, urodzonego 12 marca 1931 roku w Starym Sączu, który uważał, że “nie ma możliwości etyki tam, gdzie nie ma jakiegoś dobra i zła, jakiejś wartości ani antywartości, czystego lub nieczystego sumienia; nie ma też możliwości etyki tam, gdzie brak wszelkich warunków dla obiektywizmu w myśleniu, dla widzenia siebie i swego sposobu życia nie tylko swoimi, ale i “cudzymi oczami”.”

Mam 60 lat. Nie widzę wokół tischnerowskiego doświadczenia etycznego jako źródłowego doświadczenia dla ludzkiej samowiedzy. Powszechnie doświadczam natomiast  stępienia wrażliwości na drugiego człowieka, co według filozofa powoduje, iż cała moralność i całe myślenie etyczne zawiesza się w próżni.

Nie mogę się zgodzić z filozofem, że wołanie drugiego człowieka jest przejmujące budząc naszą etyczną samowiedzę. Mój opór (kimże ja w końcu jestem) budzi tischnerowska interpretacja myśli Kanta, że ostateczną podstawą wezwania etycznego od drugiego człowieka jest przejawiająca się w nim dobroć woli. Czy tak kiedyś było – nie wiem. Odkąd sięgam pamięcią ludzie selektywnie traktują dekalog, prawdy wiary (religia chrześcijańska, wyznanie rzymskokatolickie), oszukują na podatkach, uprawiają seks przed ślubem, spowiadają się wbrew katechizmowi,  dla kariery poświęcają innych,  w pandemii narażają nawet swoich bliskich na zachorowanie, są zakłamani, hejtują, nie mając żadnej wiedzy  w temacie wypowiadają się jako autorytety lub komentatorzy, tworzą obłudne i podstępne reklamy, czczą celebrytów.

Jak przewidywał ksiądz Tischner, “współczesna cywilizacja sprawia, że stajemy się istotami coraz bardziej otępiałymi na drugich, coraz mniej rozumiejących drugich, coraz bardziej w ucieczce od konkretnych bólów”.

Powyższe cytaty oraz opisy przemyśleń filozofa pochodzą z lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Z  czasów “peerelu”, “realnego socjalizmu”,  z czasów relacji międzyludzkich doświadczanych przez moje pokolenie oraz starszych. Z czasów dominacji “praktykujących katolików”. Z czasów  “nadziei” jako kardynalnej prawdy wiary przyjmowanej “na wiarę”, bez pogłębionej refleksji, bez czytania tekstów źródłowych dotyczących pryncypiów. Z czasów zachęcania przez kler od czytania Pisma Świętego i jednocześnie tłumienia przez katechetów dyskusji na temat ksiąg objawionych oraz wrogiego ignorowania ewangelii apokryficznych, czego sam doświadczyłem.

Myśl o coraz większej otępiałości  na innych moim zdaniem nie ma zastosowania obecnie interpretując ją literalnie. Zamiast otępiałości są zapiekłe negatywne emocje podsycane manipulacjami  polityków,  wywierająca wpływ na podświadomość agresja mediów,  nieuczciwość reklam, przewrotność duchowieństwa.

Nie sposób nie przyznać racji księdzu Tischnerowi  który uważał,  że etyka lęka się czasu, że myślenie etyczne musi dobrze rozumieć “znaki czasu”, że pozostawienie bez repliki etycznej wezwania ludzi walczących aktualnie o ludzką twarz będzie wynikiem braku woli rozumienia tychże znaków.

Filozof jako “sposób bycia” określił przejaw dobroci ludzkiej woli. Na pewno było to błyskotliwym opisaniem bezpośredniego przejawu tego, czym człowiek jest. Ksiądz Tischner na pewno ciekawie by opisał ten temat, gdyby żył współcześnie. Stwierdził, że “myślenie etyczne winno w sposób szczególny oddać sprawiedliwość czasom, które są jego czasami”. Filozof  był zwolennikiem wezwania do autentyzmu. Ponad czterdzieści lat temu.  “Naiwnie” (w rozumieniu współczesnego życia) opisywał poszukiwanie wyjścia z dwóch skrajności – faryzeizmu i pięknoduchostwa, skrajności praktykowania dobrych uczynków, lecz kiepskich intencji oraz praktykowania dobrych intencji, ale marnych uczynków. Trochę to brzmi naiwnie w roku 2021. Jakie pole do popisu Józef Tischner miałby dzisiaj!  Jeżeli w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku surowo oddzielał prawodawstwo od ideału etyki, to czy nie zweryfikowałby, gdyby żył współcześnie ideału prawodawstwa jako budowania zewnętrznego ładu między członkami ludzkich społeczności? Biedny filozof… Wspaniały filozof! Uniwersalna myśl księdza Tischnera nie wytrzymuje (moim zdaniem) zderzenia ze współczesnością, ale tejże właśnie myśli uniwersalizm do opisywania obecnej rzeczywistości jest przydatny. Gdyby teraz żył, napisałby to w innych słowach i konkretnie się odniósł do naszych realiów.  

*wypowiedzi wielkiego filozofa można znaleźć w wielu miejscach, dla licznych rodaków ich znajomość sprowadza się do bezmyślnego powtarzania trzech rodzajów prawdy. Gdyby żył, to zapewne nie mógłby wystąpić w TVP. Warto czytać Tischnera w oryginale. Polecam m. in. wybór tekstów “To, co najważniejsze”  w opracowaniu Wojciecha Bonowicza, Wydawnictwo ZNAK, Kraków, 2021. Ta książka może inspirować tak jak mnie do powyższych wariacji. Wszystkie cytaty pochodzą z tejże książki.